Wywiad z dr Yang Jwing-Mingiem (marzec 1998)

Mistrz Yang Jwing-Ming: Dziesięć lat temu, kiedy byłem po raz pierwszy w Polsce studenci kung fu ćwiczyli bardzo mocno. Nie było wtedy w Polsce wielu atrakcji takich jak filmy, dyskoteki, muzyka rockowa i ćwiczono o wiele solidniej niż w Ameryce. Wtedy nie przyjeżdżałem tutaj dla biznesu - nie było to możliwe - ale by podtrzymywać ducha ćwiczących. Teraz trudno znaleźć studenta, który naprawdę zaangażuje się z pełną energią w kung fu. Trening sztuk walki jest bardzo ciężki i potrzeba wielkiego ducha by osiągnąć wysoki poziom. Jestem w USA od 24 lat, widzę jak trudno jest znaleźć takiego studenta. Gdy ćwiczę z ludźmi o niskim poziomie, czuję, że marnuję czas. Zupełnie inaczej jest, gdy pracuję z zaawansowanymi. Tylko osoby mające wysoki poziom - po 10-15 latach treningu mogą zrozumieć głębię sztuk walki. W waszym kraju wiele się w ciągu kilku ostatnich lat zmieniło - upadł komunizm i jest teraz wiele atrakcji i rozrywek. Styl życia w Polsce zmnienił się i jest podobny do amerykańskiego.

MKF: Jest Pan autorem wielu podręczników kung fu, wydał Pan szereg szkoleniowych kaset wideo. Czy możliwe jest nauczenie się kung fu z książek, filmów, bez bezpośredniego kontaktu z mistrzem?

YJM: Nie można! Nie da się w ten sposób przekazać doświadczenia, odczucia. Książki służą zachowaniu sztuki, lecz bez kontaktu z nauczycielem, porozumiewania z nim istota sztuki ginie. Książki nie są życiem, a sztuka jest żywa. Książki, kasety mogą być tylko inspiracją

MKF: Co sądzi Pan o zawodach kung fu? Niektórzy uważają, że niczym się one nie różnią od kickboxingu.

YJM: To prawda. Celem sztuki walki było w rzeczywistości zabicie przeciwnika. Wprowadzenie przepisów powoduje, że sztuki walki upodobniają się do sportu. Podobnie jak w innych sportach nikt nie chce nikogo zranić, więc sztuki walki uległy modyfikacji. Jeśli na zawodach nie można kopać w jądra, ludzie ich nie chronią. W walce realnej ciosy kieruje się tam, gdzie na zawodach udzerzac nie wolno. To co stosuje się na zawodach jest niepraktyczne z punktu widzenia sztuki walki. Teraz zawody są dla sławy, spektaklu, cele sztuki walki zostały zagubione, zatracono ich esencję, traktuje się je jak sport. Oczywiście zawody są inspiracją dla młodych.

MKF: Wiele ostatnio mówi się o brazylijskim ju jitsu. Głośne są zwycięstwa przedstawicieli tej szkoły w turniejach bez reguł.

YJM: Tak. Oni trenują tak jak trenowano w dawnych czasach. Dzisiaj, gdy większość sztuk walki stała się sportem ćwiczący nie mają intencji by zabijać. Praktycy brazylijskiego ju jitsu ćwiczą i wychodzą do walki by zabić. Nie mają lepszej techniki niż przedstawiciele tradycyjnych systemów, wyróżnia ich duch walki.

MKF: Proszę opowiedzieć o swoich nauczycielach.

YJM: Moim pierwszym nauczycielem był mistrz stylu Białego Żurawia Cheng Gin-Gsao. Był mnichem, żył w górach. Nie umiał czytać ani pisać, lecz doskonale rozumiał życie, naturę, sztukę walki. Nie wiedział co to sława, złoto, pieniądze. Według mnie był najdoskonalszym ekspertem sztuk walki. Siedemdziesiąt procent qinna, którego nauczam pochodzi od niego. Rozpocząłem treningi w wieku 15 lat i ćwiczyłem trzynaście lat. Potem mistrz Cheng Gin-Gsao zmarł.
Taiji uczyłem się od Kao Tao. Był cm nauczycielem w szkole wyższej i miał tylko 29 lat. Od 9 roku życia chorowałem (wrzody żołądka) i mój nauczyciel Białego Żurawia poradził mi podjęcie treningów taiji. Miałem wtedy 16 lat. Kłopoty zdrowotne szybko przeminęły, lecz ja nienawidziłem wtedy taiji, było dla mnie za wolne! Dopiero gdy wyjechałem do USA w wieku 27 lat polubiłem taiji, zrozumiałem jak jest głębokie, wcześniej byłem zbyt młody.
Gdy miałem 18 lat pojechałem do Taipei studiować fizykę. Zacząłem trenować wtedy Długą Pięść Shaolin u mistrza Li Mao Chinga. To północny styl, Biały Żuraw jest z południa. W szkole wraz z przyjacielem Wilsonem Chen założyliśmy klub kung fu. Wilson Chen był uczniem jednego z najwybitniejszych na Taiwanie mistrzów Długiej Pięści i qinna Chang Shyang-Shana.

MKF: Czy naucza Pan swoich studentów w sposób tradycyjny, czy też zmienił Pan metodę przystosowując ją do dzisiejszych czasów?

YJM: Zmieniłem! Dzisiejszy styl życia jest inny. Tradycyjny sposób nauczania był bardzo twardy. Gdy ćwiczyłem styl Białego Żurawia musiałem przed treningiem biec w góry czterdzieści minut. Przechodziłem przez cmentarz pełen jadowitych węży. Po powrocie do domu ćwiczyłem jeszcze sam pół godziny. Rano o 6.00 ćwiczyłem taiji. W szkole byłem często tak zmęczony, że zasypiałem z głową na książce. Dzisiejsi ludzie są słabi i nie będą tak ćwiczyć. W Stanach Zjednoczonych ludzie są tak słabi, że już po pięciu minutach treningu zaczynają im się trząść nogi! Podstawy są dzisiaj kiepskie. To wymaga cierpliwości, a ludzie chcą się uczyć więcej i więcej... Ludzie nie mogą teraz podążać tradycyjną drogą, bo brak im wytrwałości. Gdybym uczył tak jak uczono dawniej nie miałbym uczniów!

MKF: Dzisiaj dobiega końca kolejne seminarium szkoleniowe prowadzone przez Pana w Polsce. Czy różniło się ono od poprzednich?

YJM: Po raz pierwszy prowadziłem otwarte zajęcia masażu qigong. Zaskoczyło mnie duże zainteresowanie! Przed laty, gdy po raz pierwszy przyjechałem do Polski zauważyłem, że kondycja duchowa jest tu wysoka. Qigong to dyscyplina duchowa...
Qin Na to drugie zajęcia otwarte. Chciałbym aby zmieniło się nastawienie wielu szkół sztuk walki, które krytykują się wzajemnie, obmawiają, separują, ukrywają "sekrety". Chciałbym, by panowała większa otwartość, współpraca. Teraz są inne czasy, wkraczamy w XXI wiek. Ludzki umysł jest wciąż wabiony myślami i sławie i pieniądzach. Myślę, że to się zmieni i XXI wiek będzie bardziej duchowy, ludzie dojrzeją i zrozumieją życie... Ćwiczymy sztuki walki dla lepszego zrozumienia siebie. Sztuki walki powstały w klasztorach. Czym jest sława dla mnicha? Sztuki walki pozwolą mieć nie sławę lecz mocnego ducha!

MKF: Dziękujemy za rozmowę. Życzymy Panu wytrwałych uczniów i mamy nadzieję na następne spotkanie w Polsce.

YJM: Dziękuję.